Kiedy tak rozmyślała, przypomniał jej się rysunek.

- Robert ma na to za dużo rozsądku. Po prostu stara się wyprowadzić mnie z
jeszcze coś panią trapi.
- Ty też - odpowiedziała mu uśmiechem i wyciągnęła dłoń. - Dobrze cię znowu widzieć.
Obiecujące.
Pogrążony w myślach, przysiadł na zewnętrznych schodach wiodących na piętro, podniósł maleńki kamyk, który ktoś musiał wnieść na butach, i w zadumie obracał go w dłoni. Dlaczego Lily godziła się, żeby u niej mieszkał? Jaki miała w tym interes? Nie kupił opowieści o tym, że nie może znaleźć nikogo do pomocy, a już zupełnie nie uwierzył, że miałby obchodzić ją los przybłędy.
Powtórzył te słowa kilka razy, za każdym razem wypowiadając je innym tonem.
Z trudem łapiąc oddech, przecięły ścieżkę i wbiegły na
Ale Pierron rodziły silne córki. Cień dawał im moc. Nigdy nie umierały.
- Jestem tylko pomocą domową. Powinniśmy przestrzegać wynikających z tego zasad.
Fiona, skubiąc rękawiczki. - Jest sama, biedactwo.
o...
- Trochę na to za późno.
przodu. - A może w pańskiej sypialni?
- Mam urwanie głowy. Choroba Lily, sprawa Śnieżynki, wszystko równocześnie. - Przeprosiny wypadły blado, nawet w jego własnych uszach. Niezależnie od tego, jakie kierowały nim powody, od zawału Lily nie czuł naglącej potrzeby zobaczenia Liz.

- No to kto?

Czy wydarzyło się coś złego?
Nie uwolniła się od spuścizny domu Pierron. Nigdy się nie uwolni.
graczami.

- Mhm. Dlatego chcę je obejrzeć.

rozwiąże. Traktował ją priorytetowo... do dzisiejszego
pana.
dotykały horyzontu, potem bladły do różu

- Kiedy nie przyszłaś na lunch, poszłam do sekretariatu. Siostra Marguerita powiedziała mi, że cię wyrzucili. Nie mogłam uwierzyć. Co się stało?

Wszyscy zamarli. Wpatrywali się w niego ze
- Twój mąż dobrze mówi - rzekła Jessica do Maggie, lecz ta nie
Jessice i przy prowadzeniu pensjonatu, i przy projektowaniu ubrań, przy